„Princess Leia 001-005″ – czyli nie ma rzeczy idealnych.

fgdgdfgAnakin Skywalker: My powers have doubled since the last time we met, Count.

Count Dooku: Good. Twice the pride, double the fall.

Epizod III, Zemsta Sithów

     Historia serii komiksowej „Princess Leia” dzieje się tuż po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci przez Rebeliantów podczas bitwy nad Yavin IV. Po wykonaniu zadania, jakie zostało jej powierzone w epizodzie IV, księżniczka Leia staje przed pytaniem: co dalej? Ze względu na swój wkład w zniszczenie super broni Imperium, jest jedną z najbardziej poszukiwanych osób w galaktyce. Z tego powodu dowództwo Rebelii, w postaci generała Dodony, zabrania jej jakichkolwiek akcji w ramach Sojuszu, szczególnie w poszukiwaniach nowej bazy operacyjnej. Zawiedziona księżniczka w międzyczasie poznaje pilotkę o imieniu Evaan, która okazuje się być byłą dwórką na dworze królewskim Alderaan. Za jej namową postanawia podjąć się nowej misji: ratowania pozostałych mieszkańców Alderaan w galaktyce i uratowanie kultury swojej planety przed zapomnieniem. W tym celu dwójka naszych bohaterów ucieka z bazy Rebelii i wyrusza najpierw na Naboo, aby uratować zespół muzyczny oraz na Sullust, gdzie próbuje przekonać do swoich racji obóz podejrzliwych do szpiku kości uchodźców. W międzyczasie na trop „krucjaty” księżniczki wpada Imperium, które za pomocą siostry jednej z uciekinierek stara się poznać lokalizację floty ocalałych mieszkańców Alderaanu. W finałowej bitwie, dzięki motywacyjnej mowie Księżniczki, do walki po stronie uchodźców dołącza flota planety Espirion, która ostatecznie przechyla szalę zwycięstwa. Leia, z poczuciem spełnionego obowiązku wobec swoich ziomków postanawia wrócić do Rebelii i wesprzeć ją w dalszej walce z Imperium.

001002003

     Zawiodłem się. I to sromotnie. O ile sam pomysł na początek fabuły bardzo mi się podobał, o tyle jego realizacja poległa na całej linii. Zastanówmy się nad tym: kim tak właściwie była Leia po zniszczeniu Gwiazdy Śmierci? Księżniczką w pełni tego słowa znaczeniu już raczej nie, ponieważ jej planety nie ma. Misja dostarczenia planów powiodła się. Senatu nie ma, więc nie ma też pani senator. Tak więc co ma robić 20 letnia, wysoko urodzona, członkini Rebelii, na głowie której wisi nagroda w wysokości 10 milionów kredytów? Tylko co z tego, że pomysł jest niezły, skoro Mark Waid postanawia go rozwiązać w naprawdę głupi sposób. Jak można mieć niewiele w głowie i narażać tak jawnie swoje życie, kiedy jest się chodzącym symbolem dla wszystkich żołnierzy Rebelii? Na serio, ratujmy ocalałych w dwie osoby, bez wsparcia nikogo, na zasadzie „Jakoś to będzie”? A po wszystkim wrócić sobie do Rebelii, przytulić Hana i Luka i jak gdyby nigdy nic wrócić do walki z Imperium? R2-D2 dobrze to podsumuje:

R2-D2

Generalnie, sama idea ukazania cierpienia i dramatu ludzi, którzy w ciągu sekund stracili całe swe życie, jest niesamowitym polem do popisu. Tylko tym bardziej przez to boli, kiedy czytamy komiks, który wygląda jak bajeczka dla dziewczynek w wieku 10-12 lat w stylu Wojowniczek z Księżyca lub Odlotowych Agentek. A tak mniej więcej to się prezentuje. Spójrzcie chociaż na tą scenę walki. Brakuje mi jedynie wielkich napisów w stylu „BOOM” lub „KABOOM”:
Walka
Jednak to wszystko może dało by się jeszcze jakoś przełknąć, zaakceptować bez miłości. Lecz jedna rzecz sprawia, że całkowicie jestem na „nie” dla tego komiksu: ukazanie charakteru i postaci Leii. Jedną z największych zalet nowego kanonu dla mnie jest fakt, że wszystkie dzieła, jakie powstaną, będą ze sobą połączone w spójną całość. Również w tym komiksie to widzimy, ponieważ wpasowuje się on między Epizod IV a serię komiksową „Star Wars”. Jednak tak wielkie dysproporcji w charakterze chyba nigdy nie widziałem. Idealistyczna, momentami infantylna, lekkomyślna i po prostu głupia Leia w żaden, absolutnie żaden sposób nie przypomina siebie z wcześniej wspomnianego filmu lub serii komiksowej. Wygląda to tak, jakby na chwilę Leia przeżyła kryzys wieku średniego i postanowiła wrócić do swoich młodzieńczych lat. To po prostu boli, kiedy porównujemy ją z tą samą postacią w innych dziełach. I to jest w moim odczuciu największa wada tej serii.

Kwestia oprawy graficznej również wypada słabo. Trio Terry Dodson, Rachel Dodson oraz Jordie Bellaire serwuje nam lekką oprawę, która na odległość uderza nas niemal dziecięcy stylem. I nie było by w tym nic w sumie złego, wiadomo, kwestia gustu. Ale jeśli ktoś nam takie „cudo” na pierwszą stronę, to już wtedy człowiek ma dość:

WTF

Na serio, nie mam pojęcia, jak to cenzuralnie skomentować. Może ktoś z Was w komentarzu wpadnie na jakiś ciekawy pomysł :D A to niestety dopiero początek. Przy niektórych kadrach poważnie zaczynałem się zastanawiać, czy rysownik nie ma problemu z rozróżnianiem emocji na twarzach postaci. Czasami zdarzają się sytuację, że dostajemy kilka niechlujnych kresek lub kropek, które mają nam przedstawić daną postać. Po prostu jest tragicznie.

Podsumowanie: porażka na całej linii. Brak mi słów, aby opisać tą zbrodnię, jaką dokonano na Gwiezdnych Wojnach poprzez wydanie tego komiksu. Jedyne, co choć trochę ratuje to dzieło, to nawet niezłe niektóre okładki. Ale co z tego, skoro środek już jest po prostu słaby?

Ocena końcowa: 2/10

Komisarz Sev

Komisarz Sev

1/3 prezesa WFGW, pasjonat historii i militariów oraz wszelako pojętej fantastyki i sci-fi.
Komisarz Sev

Latest posts by Komisarz Sev (see all)

Loading Facebook Comments ...

You must fill in your Disqus "shortname" in the Comments Evolved plugin options.